Eberhard Mock opatentowany. Odpowiedź Andrzejowi Ziemiańskiemu
06-07-2009

Mój cyberfelieton pt. „Literackie kłusownictwo”, pojawił się na tym blogu dnia 8 czerwca br. Następnie został on opublikowany bez skrótów, za moją wiedzą, w dzienniku „Polska/Gazeta Wrocławska”. Red. Jacek Antczak trafnie rozpoznał, iż tekst mój dotyczy powieści Andrzeja Ziemiańskiego pt. „Breslau Forever” i poprosił skrytykowanego przeze mnie omisso nomine autora o ustosunkowanie się do zarzutów. Wrocławski pisarz zareagował na nie artykułem pt. „Zwrocławizowałem fantastykę”, zamieszczonym dnia 23 czerwca w dziale „Opinie” tejże „Polski/Gazety Wrocławskiej”. Całą dyskusję i polemikę podsumował dnia 26 czerwca w tejże gazecie literaturoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Wojciech Browarny, w wywiadzie, przeprowadzonym przez red. Jacka Antczaka pt. „Bój o Breslau w mieście Wrocław”. Obie wypowiedzi (znajdują się one w całości na mojej stronie w zakładce "W mediach/Varia") zawierają wiele ciekawych uwag, do których pragnę się ustosunkować.

Cieszę się bardzo, że ta dyskusja ożywiła nasze wrocławskie życie literackie. Przykro mi jednak trochę, że – jak zauważa dr Wojciech Browarny – mogłaby ona u czytelników pozostawić pewien niesmak. O takim efekcie świadczyłaby być może wzmożona krytyka ze strony internautów, jaka na mnie spadła. Dr Browarny, choć docenia ferment, jaki powstał w czasie pisarskiego „boju o Breslau”, z radością by powitał polemikę merytoryczną, roztrząsającą subtelności interpretacyjne różnych dzieł literackich o Wrocławiu. Zamiast tego dyskusja ogranicza się, jak zauważył, do „tytułów i sloganów marketingowych”.

Ponieważ wywołałem tę polemikę, muszę się usprawiedliwić. Od dziesięciu lat jestem aktywnym uczestnikiem życia literackiego. Składa się ono nie tylko z pracy twórczej. Muszę prowadzić rozmaite negocjacje, analizować projekty okładek, śledzić recenzje literackie w prasie, prowadzić obfitą korespondencję internetową oraz uczestniczyć w spotkaniach autorskich i medialnych. Tę całą, bardzo ważną pracę nazwałbym „pielęgnowaniem obecności na rynku”. Chwytliwy tytuł i marketingowy slogan to chleb powszedni tej obecności i nie mogę go lekceważyć.

Po tym usprawiedliwieniu przechodzę do dwóch uwag Andrzeja Ziemiańskiego. Na wstępie swojej polemiki pisze A. Ziemiański: „ [...] przyznam, że nie bardzo rozumiem oskarżenia [o literackie kłusownictwo – M. K.]. Nie wiem na przykład, czy zarzut dotyczy umieszczenia części akcji w Breslau, czy samego tytułu”. Aby zaspokoić tę potrzebę poznawczą wyjaśniam i dopowiadam: chodzi o trzy elementy, występujące łącznie w jednej powieści A. Ziemiańskiego „Breslau forever”. Są to mianowicie: toponim „Breslau” w tytule, miejsce akcji, i dominanta fabularna, jaką jest zagadka kryminalna. Ta triada była dotąd kojarzona wyłącznie z moją twórczością. Każda z sześciu moich powieści (napisanych samodzielnie) jest kryminałem, każda (oprócz „Głowy Minotaura”) ma „Breslau” w tytule i akcja każdej z nich rozgrywa się (całkowicie lub częściowo) w niemieckim Wrocławiu. Takie wykroiłem sobie poletko literackie, oryginalnie je nazwałem i pięciokrotnie – by pozostać tym razem przy metaforyce rolniczej – zbierałem z niego raz większy, raz mniejszy plon.

Nie zastrzegłem mojej triady. Nie wykupiłem patentu na podgatunek, jakim jest wrocławski retrokryminał z niemieckim toponimem „Breslau” w tytule. Nie mogłem i nie mogę zatem nikomu niczego zabronić. Proszę wybaczyć, ale nie mogę również milczeć, jeśli ktoś jednocześnie wykorzystuje trzy charakterystyczne cechy mojej twórczości, które – nie każde z osobna, podkreślam, lecz wzięte razem – kojarzą się na rynku książki wyłącznie z moją twórczością: po pierwsze – zagadka kryminalna, po drugie – miejsce akcji w przedwojennym Wrocławiu, po trzecie i najważniejsze – charakterystyczny tytuł cyklu z niemieckim toponimem „Breslau”. Wykorzystanie wszystkich tych trzech elementów łącznie w jednym utworze, bez poinformowania tego, kto uczynił z tych elementów swoją rozpoznawalną differentia specifica, odbieram z niesmakiem i nazywam literackim kłusownictwem.

Andrzej Ziemiański pisze dalej: „W takim razie odnieśmy się jeszcze do zajmowania nisz literackich. Marek Krajewski pisze (o mnie): "Znamy się. Polskie środowisko autorów kryminałów nie jest wcale liczne". Hm... Owszem, wzajemnie się znamy, ale swoich książek najwyraźniej nie czytamy. Bo gdyby tak było, nie mógłbym być zaliczony do grona autorów kryminałów z tego prostego powodu, że żadnej powieści kryminalnej nie opublikowałem. Ani jednej. No, chyba, że do grona autorów kryminałów zaliczymy też Fiodora Dostojewskiego z jego "Zbrodnią i karą" albo Stanisława Lema ze "Śledztwem". W końcu są tam intrygi kryminalne”.

Mój oponent wytyka mi pomyłkę, jaką było zaliczenie go do twórców powieści kryminalnych. Jeśli zatem A. Ziemiański do nich nie należy, no to jest rzeczą oczywistą, że zostały przez niego wykorzystane tylko dwa elementy mojej triady (tytuł i miejsce akcji). A zatem zarzut „kłusownictwa” jest bezpodstawny, bo nie odpowiada mojej trójelementowej definicji tego pojęcia (tytuł, miejsce, zagadka kryminalna). Ten cios jest pozornie mocny i celny, bo z jednej strony mówi: „nie zająłem twojej niszy, bo jestem autorem powieści fantastycznych”, a z drugiej strony po cichu suponuje: „najwyraźniej nie znasz mojej twórczości, więc się nie wypowiadaj”. Muszę zatem wyjaśnić, dlaczego zaliczyłem A. Ziemiańskiego do grona „autorów powieści kryminalnych”. Otóż dlatego że jego powieść „Breslau forever” spełnia, moim zdaniem, formułę powieści kryminalnej. A jaka jest ta formuła? Przedstawię oczywistą definicję. Powieść kryminalna zawiera motyw zagadki kryminalnej lub/i dochodzenia (śledztwa). Są one dominantą fabularną lub ważnym wątkiem pobocznym. W tym sensie powieściami kryminalnymi są i „Śledztwo”, i „Katar” Stanisława Lema, i „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego. Jak szeroka może być reprezentacja literacka kryminałów, świadczy książka dwóch antropologów kultury prof. Wojciecha Burszty i dra Mariusza Czubaja pt. „Krwawa setka. Sto najważniejszych powieści kryminalnych” (Warszawa: Muza, 2007). Są w niej omówione takie powieści jak na przykład „Palacz zwłok” Ladislava Fuksa, która nawet nie spełnia powyższej, bardzo niedoskonałej, definicji, bo nie ma w niej ani zagadki, ani śledztwa. Dodajmy tutaj, że najbardziej znany szwedzki autor kryminałów Henning Mankell za najlepsze kryminały uważa „Makbeta” Szekspira i „Jądro ciemności” Conrada. Przy owych trzech utworach „Breslau forever” to regularny kryminał fantastyczny. Powieść A. Ziemiańskiego zawiera chwyty i motywy – by zacytować tutaj opinię dra Wojciecha Browarnego, wyrażoną w cytowanym wywiadzie – należące do „dziedzictwa gatunku powieści kryminalnej i historyczno—sensacyjnej”. Prosiłbym zatem mojego adwersarza, aby zrewidował swoją niezbitą pewność, że nie napisał w życiu ani jednego kryminału, bo pewnie niejedna z jego powieści zostanie lub już jest zaliczona do tego nurtu. A że wbrew jego woli? Trudno. Autor po napisaniu książki musi się pogodzić z tym, że będzie ona żyła własnym życiem i obrastała różnymi interpretacjami, niekoniecznie odpowiadającymi intencjom jej twórcy.

Kilka lat temu Irek Grin (autor, dodajmy, który przestrzega dobrego obyczaju niewchodzenia do cudzej niszy kryminalnej) poinformował mnie, że jakiś autor zamierza osadzić akcję powieści kryminalnej w przedwojennym Wrocławiu, a głównym bohaterem ma być Eberhard Mock. Do dziś nie wiem, o jakiego pisarza chodziło (i Boże broń, nie oskarżam o to A. Ziemiańskiego), ale w każdym razie mocno mnie wtedy ta informacja wzburzyła. Zaprzyjaźniony prawnik zalecił mi do przeczytania dwa artykuły na temat ochrony prawnej postaci fikcyjnej. Przeczytałem je, spotkałem się z rzecznikiem patentowym i moja energia opadła. Najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się tracić czasu na skomplikowane i żmudne procedury opatentowania nazwiska mojego bohatera jako znaku towarowego. Mijały miesiące. I nagle nadszedł impuls, który pobudził mnie do działania. Od maja br. nazwisko „Eberhard Mock” jest zastrzeżonym znakiem towarowym na rozlicznych polach eksploatacji i nikt nie może go użyć bez mojej zgody, np. w nazwie lokalu czy hotelu. A co było tym impulsem? Pośrednio tytuł książki „Breslau forever” Andrzeja Ziemiańskiego. I za to jestem wdzięczny mojemu koledze po piórze.

skomentuj(10)

Observer

07-07-2009

Przeczytawsz felietony o "Literackim kłusownictwie" oddałem się chwili refleksji wykonując mechanicznie inne czynności - w wyniku czego w zakamarkach mojego umysłu pojawiło się pytanie: "Na ile przypadkowy jest ten bonus marketingowy jaki obaj literaci otrzymują ?" Wszak twórcy wszelkiej maści mają pełną świadomość błogosławieństwa jakie niesie ze sobą event.  Jak dotąd po obu stronach "sporu" dostrzegam jedynie zyski.

Marek Krajewski: Być może ma Pan rację. Takie dyskusje mają i tę dobrą stronę.

 


Panie Marku,

09-07-2009

jest Pan zbyt skromny, uwając, że ktoś, kto zobaczy  ksiązkę z Breslau w tytule i nazwiskiem Ziemiański obok, pomyli ja z Pańskimi dziełami.

Nazwisko Krajewski i imię Marek daje dopiero pewność, że otrzyma się właściwy produkt ! Choć zastrzeżenie danych Eberharda Mocka jest ze wszech miar dobrym krokiem, bo powstzryma wszelkiej maści cwaniaczków, którzy zechcieliby wykorzystywać niecnie najbardziej znanego obecnie Breslauera!

Pozdrowienia i powodzenia

jotesz

Marek Krajewski: Bardzo dziękuję za ten głos poparcia. Brzmi on dla mnie bardzo przyjemnie teraz, kiedy wielu Czytelników zajmuje stanowisko mojego adwersarza. Pozdrawiam.


Beata

12-07-2009

"Niektórych postępków nie zabrania prawo, ale zabrania wstyd". - Seneka

Ten starożytny aforyzm dedykowałabym p. Andrzejowi Ziemiańskiemu.

A Panu Panie Marku (przepraszam za ten poufały zwrot, ale po przeczytaniu wszystkich Pana książek i obecności na kilku spotkaniach z Panem pozwalam sobie nieśmiało na jego użycie) życzę odporności, ale i zdecydowania w reagowaniu na takie zdarzenia. Ze wszech miar popieram Pański głos - brak reakcji mółby być odczytany jako przyzwolenie na takie ubolewania godne praktyki.

Wszystkiego dobrego i serdecznie pozdrawiam

Beata

Marek Krajewski: Świetna i trafna sentencja Seneki! Bardzo Pani dziękuję i pozdrawiam Panią serdecznie.


jan

15-07-2009

A mnie dziwi wzburzenie Pana Marka.

Chodzi wyłącznie o marketing. Że Breslau, że kryminał, że miejsce akcji? A czy ludzie piszący o powstaniu warszawskim też wkraczają sobie wzajemnie na własne tereny łowcze?

Widzę w tym wyłącznie kłusownictwo - ale na kiszeń czytelników.

Breslau moje jest i basta - M.K.

Marek Krajewski: Nie słyszałem, żeby powstały jakieś dwie powieści, których akcja toczy się podczas Powstania Warszawskiego, żeby miały podobny tytuł, i żeby należały do jednego gatunku.  

 


ToM

16-07-2009

Panie Marku ! Słów kilka od Czytelnika - Wielbiciela (twórczości !), który... zwątpił (nieco) w Osobę (Mistrza ;-)) W pierwszym odruchu po Pana poprzednim wpisie, o kłusownictwie literackim, chciałem się odnieść krytycznie do Pana tekstu... Cisnęło mi się nawet na usta (palce ;-)) coś o wodzie sodowej (prosze wybaczyć szczerość !). Teraz jednak, po korespondencyjnej odpowiedzi Adwersarza (zwłaszcza jej stylu) i Pana drugim wpisie - sam już nie wiem, czy wszystko to właściwie warte jest TAKIEJ dyskusji ? Ma Pan oczywiście rację, że świadomie wybrana i pieczołowicie rozwijana triada stała się Pana znakiem rozpoznawczym... Wypracował Pan ją doskonale wpisując Bohatera w Miasto i Konwencję... Ale - jak pokazuje 6-ty Mock (może jako twórca, też powinienem - wspólnie z Panem, oczywiście - opatentować sfotmułowanie: n-Mock ? ;-) ) rezygnacja z jednego z elementów triady, wcale nie umniejsza, a - osobiście tak uważam - nawet rozwija walory powieści, nie tylko o nowe terytoria, smaki, zapachy... Czy warto więc kruszyć kopie o samo Breslau (z całą sympatią dla miasta tego) ? Tym bardziej że w tytule ? Nie wiem, ale żywię jedynie głęboką nadzieję, że nie o sam "marketing" tu chodzi... Dla mnie Mock - czy w Breslau, Katowicach, Lwowie, czy Poznaniu (zapraszam ! ;-)) ) jest klasą sam w sobie i broni się sam. Tym samym i Pana (twórczość). Pozdrawiam ! PS. Dzięki Panu, a bardziej Pana Twórczości odkryłem polski kryminał retro, siegając po Komisarza Maciejewskiego, a ostanio  po Komisarza Drwęskiego. Ale sięgnąłem również po - moim zdaniem genialnych -Twórców skandynawskich, i nie chodzi tu jedynie o Mistrza Mankella...

Marek Krajewski: Dziękuję za szczerość i ogromnie się cieszę, że zainteresowałem Pana innymi retrokryminałami. Miło mi, że Pan - niegdyś stały komentator - znów pojawił się na mojej stronie. A czy warto kruszyć kopie w imię dobrych obyczajów? Myśle, że warto.


Kłamał nie będę

18-09-2009

Otóż, kiedy przypadkowo zobaczyłem na półce "Breslau Forever" od razu miałem skojarzenie z faworyzowanym przeze mnie Autorem i ulubionym cyklem. Z narastającym z każdą stronicą rozczarowaniem przebrnąłem przez dwie trzecie powieści i... utknąłem, choć niedgyś byłem zdagorzałym zwolennikim fantastyki. Dziś jestem nawróconym przez Autora neokryminalistą ;) Napiszę tak - nie było o co kruszyć kopii, bo standard i półka nie te ;)

No i cieszę się, że po poWABnej przerwie odnalazłem tę stronę :)

Herr.Bert.an.Wald.t

Marek Krajewski: Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam.


Karen

01-11-2009

Brawo Panie Marku, trzeba walczyć o swoje!

Dziwię się osobom, które krytykują Pana reakcję obronną, myślę, że każdy inny artysta postąpiłby tak samo.

Z resztą...niech się Pan nie martwi, uważam, że pisze Pan najlepsze kryminały i nie ma co się obawiać konkurencji bo jak na razie nikt Panu nie zagraża:)

Zainteresowała mnie Pańska twórczość do tego stopnia, że postanowiłam przygotować z niej prezentację maturalną:) Mam nadzieję, żę temu sprostam:)

Powodzenia w dalszej pracy i wielu nowych, ciekawych pomysłów!

Marek Krajewski: Dziękuję za miłe słowa i życzenia. Wszystkiego dobrego na maturze!


Brassel: Revenge of the Fallen

04-11-2009

Patrzę ja Panie w empiku, sięgam ręką oczom nie wierząc - kolejne Breslau na półce :D

"Ucieczka z Festung Breslau" - autor (Andrzej Ziemiański) stwierdza, że tą razą iwbrew jego intencjim tytuł pochodzi od wydawcy :)  

hxxp://ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=31449

nie żebym reklamował ;)

Herr.bapect

Marek Krajewski: Zdystansowanie się Andrzeja Ziemiańskiego od tytułu wydawcy dobrze świadczy o autorze „Ucieczki...”.

 


Sylwia
16-03-2010

Szanowny Panie Marku,

Jestem ogromną fanką Pańskiej twórczości. Uważam, że cały cykl dotyczacy Breslau był nie tylko fantastycznym pomysłem również samo napisanie jest po prostu genialne ! Niestety w Polsce nie ma wielu kryminałów wartych uwagi. Pan stworzył coś niezwykłego, czy nasz naród jeszcze nie miał. Eberhard Mock to wspaniała, barwna i ciekawa postać która zmusza do rozmyślań i przede wszystkim burzy kanon wszystkich innych znanych detektywów. Mom skromnym zdaniem uczynił Pan jak najbardziej słusznie. Z drugiej jednak strony chciałabym dodać, iż posiada Pan całe mnóstwo wiernych wielbicieli, dla których Breslau kojarzyć się będzie tylko i wyłacznie z Panem. Zainspirowana Pana twórczością piszę pracę licencjacką na temat cyklu o Breslau.

Życzę Panu wszystkiego dobrego, dużo szzęscia, powodzenia i wytrwałości.


Przemek
26-07-2010

Witam Panie Marku,
 

W mym odczuciu, to co popełnił pan Ziemiański jest co najmniej niesmaczne. Prawdą jest, że nikt temu panu nie może zabronić osadzania miejsca akcji jego powieści we Wrocławiu, ani też stosowania niemieckiej nazwy miasta w tytułach książek. Nie mniej jednak, jakaś taka zwykła przyzwoitość, uczciwość, czy osobista godność powinna powstrzymać tego autora przed wykorzystaniem Pańskiej pozycji, sukcesu i rozgłosu Pańskiej serii do promowania siebie. Cel, a właściwie metoda, jaką się ten pan posłużył, jest jasna - wślizgnięcie się na rynek na czyimś karku, za to tłumaczenia tego pana są tak mętne jak woda w naszych rzekach po niedawnych powodziach i tak dziecinne, że nie zdziwiłbym się, gdyby ten pan kolejną swą powieść nazwał "Labirynt Minotaura w podziemiach Breslau" i dalej udawał, że wszystko jest ok.

PS. Cieszę się, że "Erynie" osadził Pan we Lwowie, bliższemu mojemu sercu niż Wrocław. Lekcję z lwowskiego bałakania odrobił Pan wzorowo. Ta joj!


Podpis:
Treść:
Przepisany tekst:
Archiwum
2009
2008
2007

copyright © 2009 marek-krajewski.pl